PROGRESSteron jak góra lodowa czyli tam, gdzie wzrok nie sięga by Kasia Zielina

with Brak komentarzy

gora2Zygmunt Freud twierdził, że „poza rzeczami, z których zdajemy sobie sprawę, istnieją w nas także takie, których sobie nie uświadamiamy . Często, aby zobrazować to, jak według Freuda zbudowana jest ludzka psychika przywołuje się metaforę góry lodowej, której czubek wystaje ponad powierzchnię wody, a tym czubkiem jest świadomość, natomiast większość psychiki stanowi podświadomość i nieświadomość”.

Metafora góry lodowej idealnie pasuje mi do festiwalowej pracy. Bo końcowy efekt jest oczywisty – festiwalowy weekend, pełen inspirujących warsztatów,  z kiermaszem różności, z konkursami, a wszystko w atmosferze akceptacji, uważności, kobiecej wspólnoty. To czubek. Widoczny. Efektowny. Piękny. Taka wisienka na torcie (pachnącym, bez cukru oczywiście i glutenu).

A to, czego nie widać… Czy jest równie piękne? Pasjonujące? I tu mam mieszane uczucia.
A zatem, czego nie widać?

Zdradzę kilka sekretów 😉
1.    Że PROGRESSteron tworzy zespół zaangażowanych kobiet. Które najczęśniej swoją festiwalową pracę robią ‘po nocy’, na 10 etat. Bo chcą i widzą w tym sens. Bo cieszy ich działanie na rzecz innych kobiet.
2.    Ale tę pracę odchorowują po zakończeniu festiwalu. Migreną. Przeziębieniem. Zapaleniem oskrzeli. Bólem kręgosłupa. Bycie na maksymalnych obrotach i w ciągłej gotowości sprawia, że organizm ‘nagle padnie’ – gdy już będzie mógł. Każdy festiwal to ogromny zastrzyk energii, którą się dostaje, ale i też wielka dawka tej, którą się dzielisz.
W efekcie bilans „biorę-daję” wychodzi na zero, więc nic dziwnego, że ciało odmawia posłuszeństwa, gdy tylko zakończy się ostatni warsztat. Wcześniej nie. Od 11 lat pracuję przy organizacji festiwalu w Krakowie. Zawsze po festiwalu – jestem chora.

3.    Że 2 tygodnie przed festiwalem chce się uciec. Bo każdy coś od Ciebie chce. Telefon dzwoni non stop i rozwiązujesz milion spraw z kategorii ‘beznadziejne’. Dodajesz energii zespołowi, który również jest zmęczony.
Z uśmiechem i łagodnością koisz wszelkie awarie. Jesteś. Czuwasz. Na milion procent.

4.    Że koniec festiwalowego weekendu to jeszcze nie koniec (pracy). Zostaje rozliczenie księgowe całej imprezy (to trwa), wielkie sprzątanie, ewaluacja, podsumowanie, świętowanie (na nie czasem brakuje sił).
W efekcie, dla mnie zakończenie następuje przynajmniej półtora miesiąca później. Wraz z ostatnim plikiem rozliczenia wysłanym do księgowej. Dopiero wtedy jest uff… (i wita mnie początek czerwca).

5.    Że festiwalowa praca to kilka tysięcy wysłanych maili do trenerów, uczestniczek, patronów medialnych, partnerów, zespołu organizacyjnego. Oczywiście przy każdej edycji. I w jednym mieście.

6.    Że poniedziałek PO jest hardcorowy – bo nie zawsze po festiwalowym weekendzie PROGRESSteronowy zespół może pozwolić sobie na wolny dzień i odespanie wszystkiego. Czasami po maratonie w weekend, trzeba iść do codziennej, zwykłej pracy na 8h i dopiero w kolejny piątek popołudniu odespać. Zeszły  weekend…

7.    Że powrót do codzienności ‘niefestiwalowej’ jest trudny i bolesny – bo brakuje adrenaliny, energii, pomysłów!!! Wspólnoty! Przekonania, że MARZENIA SIĘ SPEŁNIAJĄ! ŻE MOŻNA I ŻE SIĘ DA! Bo jest… normalność, która w zestawieniu z PROGRESSteronowym szałem, początkowo wypada blado. I trudno się skupić nad innymi rzeczami. Jak unosi nas fala PROGRESS-mocy…

Teraz, gdy przed nami ostatni festiwalowy weekend, już czuję ten smutek powrotu do ‘zwykłej’ codzienności. Bez pracy po nocach. Bez rozwiązywania problemów, na tu i teraz. Bez bycia jednocześnie specjalistką od sprzętów wrażliwych (czyt.projektor), księgowości, marketingu, CMSa, zdrowego gotowania, jak i mistrzynią ogarniania chaosu, motywowania zespołu i spania na stojąco 😉

I patrząc na wszystko chłodnym okiem obserwatora, myślę – „co jest w tej pracy takiego, że ta baba, Zielina, robi ten festiwal? No, wariatka jakaś”.
Chyba tak. Wariatka z pasją 😉
Kasia Zielina

Leave a Reply

4 × one =